Post z cyklu- na wakacjach sie nie opitalam :)
Wakacyjny 3 dzien - z duma stwierdzam, ze dietke moja zazynam klubic co raz bardziej- wchodzi mi oda pod skore i daje sygnaly co jestr dla mnie najlepsze.
Podroz na diecie- oczywisie pod reka pojemniczki z moim jedzonkiem. Rodzinka na postoju zamawia sobie obiadek, a ja usmiecham sie do pan kucharek by mi w mikrofali podgrzaly ukochamy makaronik razowy z kurczakiem. Suroweczka- nie ma problemu- wszak dzieci nigdy swojej nie dojedza, wiec porcyjjka witaminek jak znalazl.
Z duma stwierdzam, ze drinka jedynie powachalam i glosik wewnetrzny zawolal " chwila watpliwej przyjemnosci a tylek od tego urosnie" wiec majac w myslach czasne bikini ktore sobie obiecalam po schudnieciu bez problemu pozekowalam za ten "rarytas"
Jedyne co kuleje to czasami godziny posilku- Mialam kilka obsuwow, a to maz z joigurtem naturalnym plecak zostawil w aucie, a to korek na dojezdzie. Coz nie zawsze moze byc ideallnie.
Zauwazylam fajna przypadlosc na ktora zaoadlam odkad moi dietetycy zaczeli nakladac mi do glowy wiedze diotyczaca zywienia.
Na posilki mojej rodziny patrze pod katem- rybka, ok bialko, surowka- zbyt monotematyczna, kapusta nie za bardzo lepiej cos innego i brakuje oleju lnianego, frytki- ech, szkoda,ze w men nie maja kaszy lub makaronu razowego:( A to z kolej, za malo weglowodanow, trzeba skombinowac jakies kasze etc.
Tak, tak, w glowie zaczynam bilansowac jezonko rodzinki!
Jak tyran poaluszki- tylko bez soli i to wydaje po garsteczce i koniec.Tym sposobem moja 5 osobowa ekipa zjadla przez 2 dni jedynie 1/4 paczki :)
Ciastka pelnoziarniste z zurawina ktore na podroz kupilam rodzince nawet nie pokazane:) Wszyscy pija tylko wode- nawet sokow niet, bo to slodzone. Lody, gofry- no ok, ale dzieci jedna porcja na pol i potem moc witamin warzywkowo- owocowych. Wiadomo frytki d obiadu, czy rybka smazona- w to nie ingeruje, ale lapie sie na tym, ze zamiast dzieciom fryty- pppodsuwam moj makaronik razowy ktory bardzo im smakuje:)
Najsmieszniejsze jest to, ze cytajac menu najpierw szukam kaszy, ryzu, makaronu razowego.
Jaka szkoda, ze dodatkiem zawsze sa ziemniaki, frytki:/
Slodkosciowo orzyznaje, ze pomysl mego Trenera byl strzalem w dziesiatke, a choc on o tym nie wie, nawet w setke;)
Sobota bez slodkosci. Wczoraj tka mi te gofry rodzinne pachnialy, ze wyciagnelam pierwszy baton bialkowy i wiecie ci- byl tak okrutnie slodki, ze nie dalam rady go zjesc!!
Zaslodzilam sie na najblizszych kilka dni.
Moje w tym szalenstwie jest metoda i warto miec taki baton czasem w domu na gloda slodyczoweg? No jeszcze czuje w sobie ta slodycz i na sama mysl o kolejnym mdli mnie :)
Jedyne co, to aeroby szlag trafil- po calodziennym uganianiu sie za dziecmi na plazy i asekurowaniu w morzu 2 i 4 latka padam z nog, a rano wygrzebac sie z lozka nie moge ze zmeczenia.
S. Sorki za brak polskich liter- tablecikowaklawiaturka takowych nie zna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz