Post z cyklu- na wakacjach sie nie opitalam :)
Wakacyjny 3 dzien - z duma stwierdzam, ze dietke moja zazynam klubic co raz bardziej- wchodzi mi oda pod skore i daje sygnaly co jestr dla mnie najlepsze.
Podroz na diecie- oczywisie pod reka pojemniczki z moim jedzonkiem. Rodzinka na postoju zamawia sobie obiadek, a ja usmiecham sie do pan kucharek by mi w mikrofali podgrzaly ukochamy makaronik razowy z kurczakiem. Suroweczka- nie ma problemu- wszak dzieci nigdy swojej nie dojedza, wiec porcyjjka witaminek jak znalazl.
Etykiety
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziennik czyli spowiedź szczera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziennik czyli spowiedź szczera. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 lipca 2014
piątek, 18 lipca 2014
Dzień 5
Aeoroby zrobione.
Dziś było trudniej- zarwana noc- o poranku córcia do nas przywędrowała i tak się kręciła,że co chwila się budziłyśmy.
Na myśl o lodach nad morzem aż mnie skręcało- wyjazd jutro z rana.
A tu prosze mój trener rowziązanie znalazł:)
Pojechaliśmy dziś po aerobach do specjalistycznego sklepu i pokazał mi jakie fajne batoniki mogę wtrącić do diety jako przekąski zamiast lodów- jednym słowem lody rodzince, ja na batonik białkowy wskakuję.
Tylko droooogie to to okrutnie:/ Niemal mnie z kapci wyrzuciło gdy cenę zobaczyłam. No nic, raz na rok szarpnąć się można, a lepiej mieć w torebce alternatywę, niż skręcać się na widok budki z lodami i moich smyków pałaszujących pyszotki. A nie daj Boże skusić się.
Dziś było trudniej- zarwana noc- o poranku córcia do nas przywędrowała i tak się kręciła,że co chwila się budziłyśmy.
Na myśl o lodach nad morzem aż mnie skręcało- wyjazd jutro z rana.
A tu prosze mój trener rowziązanie znalazł:)
Pojechaliśmy dziś po aerobach do specjalistycznego sklepu i pokazał mi jakie fajne batoniki mogę wtrącić do diety jako przekąski zamiast lodów- jednym słowem lody rodzince, ja na batonik białkowy wskakuję.
Tylko droooogie to to okrutnie:/ Niemal mnie z kapci wyrzuciło gdy cenę zobaczyłam. No nic, raz na rok szarpnąć się można, a lepiej mieć w torebce alternatywę, niż skręcać się na widok budki z lodami i moich smyków pałaszujących pyszotki. A nie daj Boże skusić się.
czwartek, 17 lipca 2014
Dzień 4
Rano trening i aeroby- zrobione:D
Dietka leci jakoś, zmądrzam się, bo gotuję rodzince porcje na 2 dni bym nie musiała codziennie na pokusy się narażać, choć na sam widom i zapach koktajlu owocowego z serkiem moich dzieci mało co się nie posikałam :/
Najgorzej gdy mąż w nocy coś zaczyna podjadać, a mnie aż coś w środku skręca:(
Ale cel jasny, wytrzymać muszę.
Grunt,że czekolady mi już do łóżka nie przynosi- zjada ją schowany w szafce kuchennej:P:P
Dietkowy dzień- zaliczony:)
Na myśl o jutrzejszym bądź sobotnim wyjeździe nad morze aż mnie ciarki przechodzą:/ Tyle pokus będzie i bez siłowni:(
Trening boski, choć chwilami myślałam,ze zwymiotuję z wysiłku, ale wiem,ze to moje ciało tak się broni z lenistwa, ale tak naprawdę właśnie tego potrzebuję i dziękuję w duchu po każdej ostrej serii trenerowi,że mi nie odpuszcza, nakręca tempo, motywuje.
Jakimś cudem wycisnęłam na bieżni 5,5 przez 70 minut- ostatnie minuty wrzuciłam 5,8 a ostatnia minutka nawet dałam radę 6:)
Ale dziś podczas rozgrzewki zauważyłam jak mi brzuszek spadać zaczął:)
Wreszcie mogłam przez chwilę choć spojrzeć na swe odbicie podczas ćwiczeń bez totalnego obrzydzenia. Ale dalej nie lubię przy lustrze ćwiczyć :( Dobija mnie totalnie ilość tłuszczyku który się uwidacznia podczas każdego ruchu:( Cóż poradzić, jak powinnam wzrokiem mięśnie i zakres ruchu korygować, no nie mogę jeszcze, może za 10- 20 kg będzie lepiej?
środa, 16 lipca 2014
Dzień 3
Pobudka po 6 i tuż po 7 już na bieżni:)
Aeroby cudne, pot lał się wreszcie- do tego dążyłam, o tym marzyłam :D
Śmieszne to troszkę, ale im bardziej spocona jestem podczas treningu tym lepiej czuję, że robie to co powinnam:)
Mały sukcesik zaczynałam od prędkości 3,5 30 minut w połowie czerwca, dziś doszłam do 5,1 i po raz pierwszy pękło 75 minut!!! Nawet końcówkę dałam rade wrzucić na 5,5 :)
Od dziś aeroby jak Pan Bóg przykazał godzina 15 minut i lecimy z prędkością w górę:)
EFEKTY: Po około 6-7 treningach
Zauważyłam dziś po aerobach pod prysznicem, że moje łopatki same się ściągają!
Moja postawa powoli się zmienia, chodzę bardziej wyprostowana, łatwiej mi wciągnąć brzuch, mniej się męczę chodząc po schodach, mogę przejść więcej i szybciej bez zadyszki.
Najfajniejsze jest to,że nie mam już zakwasów po treningach- gdy ćwiczyłam sama często się to zdarzało.
Nie wychodzę z treningów totalnie wypompowana, jak cień bez życia- a pełna energii, motywacji, chęci, choć zmęczona nie jednokrotnie:)
Moje mięśnie nie są dobite, a czuję,że pięknie pracowały, że są mocniejsze.
Stawy nie są nadmiernie obciążone, kolana, biodra, kręgosłup przy takiej wadze nie raz dawał mi do wiwatu podczas ćwiczeń- trener tak układa mi ćwiczenia, tak dobiera pomoce, że robiłam np. przysiady z piłką i ścianą, gdzie uda bolały aż wyć sie chciało a kolana i biodra niemal w spoczynku :)
Brzuszki na stojąco to była niezła jazda- kręgosłup odpoczywał, mięśnie pracowały przepięknie!
Uczę się, że ćwiczenia to nie oklepane standardowe czynności a ruch celowy w odpowiednim zakresie odpowiedniego mięśnia z odpowiednim natężeniem i obciążeniem
Sama w życiu nie doszłabym do tej wiedzy i stanu.
Aeroby cudne, pot lał się wreszcie- do tego dążyłam, o tym marzyłam :D
Śmieszne to troszkę, ale im bardziej spocona jestem podczas treningu tym lepiej czuję, że robie to co powinnam:)
Mały sukcesik zaczynałam od prędkości 3,5 30 minut w połowie czerwca, dziś doszłam do 5,1 i po raz pierwszy pękło 75 minut!!! Nawet końcówkę dałam rade wrzucić na 5,5 :)
Od dziś aeroby jak Pan Bóg przykazał godzina 15 minut i lecimy z prędkością w górę:)
EFEKTY: Po około 6-7 treningach
Zauważyłam dziś po aerobach pod prysznicem, że moje łopatki same się ściągają!
Moja postawa powoli się zmienia, chodzę bardziej wyprostowana, łatwiej mi wciągnąć brzuch, mniej się męczę chodząc po schodach, mogę przejść więcej i szybciej bez zadyszki.
Najfajniejsze jest to,że nie mam już zakwasów po treningach- gdy ćwiczyłam sama często się to zdarzało.
Nie wychodzę z treningów totalnie wypompowana, jak cień bez życia- a pełna energii, motywacji, chęci, choć zmęczona nie jednokrotnie:)
Moje mięśnie nie są dobite, a czuję,że pięknie pracowały, że są mocniejsze.
Stawy nie są nadmiernie obciążone, kolana, biodra, kręgosłup przy takiej wadze nie raz dawał mi do wiwatu podczas ćwiczeń- trener tak układa mi ćwiczenia, tak dobiera pomoce, że robiłam np. przysiady z piłką i ścianą, gdzie uda bolały aż wyć sie chciało a kolana i biodra niemal w spoczynku :)
Brzuszki na stojąco to była niezła jazda- kręgosłup odpoczywał, mięśnie pracowały przepięknie!
Uczę się, że ćwiczenia to nie oklepane standardowe czynności a ruch celowy w odpowiednim zakresie odpowiedniego mięśnia z odpowiednim natężeniem i obciążeniem
Sama w życiu nie doszłabym do tej wiedzy i stanu.
wtorek, 15 lipca 2014
Dzień 2
Mój trener zwykł powiadać że trzeba robić wszystko to co w danej chwili i danych warunkach możemy zrobić.
Dziś zrobiłam, a jakże!! Dumna z siebie jestem :D Przy takich warunkach zrobiłam więcej niż myślałam, iż jestem w stanie.
Dziś okrutnie zmachana jestem:
Dziś zrobiłam, a jakże!! Dumna z siebie jestem :D Przy takich warunkach zrobiłam więcej niż myślałam, iż jestem w stanie.
Dziś okrutnie zmachana jestem:
poniedziałek, 14 lipca 2014
Dzień 1
- aeroby 40 minut niestety tylko
Za to tak mi M. dał w kość na orbitreku, że myślałam, iż się powyję tak uda bolały.
Trzeba będzie jednak przed 7 rano na siłowni się zjawiać inaczej znów nia bieżnię tylko popatrzę.
Jutro trening + aeroby- już doczekać się nie mogę:)
- woda 1,5 litra, lecz mamy dopiero 16.30 wiec do wieczora powinnam dojść do 2 litrów:)
- Dietkowo całkiem nieźle- tylko skusiłam się na ćwierć łyżeczki biszkoptu z tortu :0 Dobrze,że już się kończy- sąsiadce dziś oddałam kawał, wieczorem mąż dostanie na deser do kolacji resztę:P
Zaraz wrzucam ryż do wody + szaszłyczek z kurczaka i warzyw + suróweczka:)
Wczoraj synek miał 4 urodzinki i z tej okazji moja dieta że tak powiem została znacznie rozszerzona o niedozwolone składniki:P
Jednak na grillu upiekł mi na dziś mężuś pycha szaszłyczek dietkowy:)
Dla dzieci i męża mam wczorajszą "berbeluszkę" makaron razowy + gotowany kalafior i gotowany kurczak z cebulką doprawiony czosnkiem i świeżymi ziółkami w sosie jogurtowym :)
Tu największy problem- trzymać dietę gotując dla ciężko pracującego męża i dwójki małych smakoszy ( kochających naleśniki, pierożki, placuszki etc.)
Ale dam radę:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)