środa, 16 lipca 2014

Dzień 3

Pobudka po 6 i tuż po 7 już na bieżni:)
Aeroby cudne, pot lał się wreszcie- do tego dążyłam, o tym marzyłam :D
Śmieszne to troszkę, ale im bardziej spocona jestem podczas treningu tym lepiej czuję, że robie to co powinnam:)

Mały sukcesik zaczynałam od prędkości 3,5 30 minut w połowie czerwca, dziś doszłam do 5,1 i po raz pierwszy pękło 75 minut!!! Nawet końcówkę dałam rade wrzucić na 5,5 :)

Od dziś aeroby jak Pan Bóg przykazał godzina 15 minut i lecimy z prędkością w górę:)

EFEKTY: Po około 6-7 treningach
Zauważyłam dziś po aerobach pod prysznicem, że moje łopatki same się ściągają!
Moja postawa powoli się zmienia, chodzę bardziej wyprostowana, łatwiej mi wciągnąć brzuch, mniej się męczę chodząc po schodach, mogę przejść więcej i szybciej bez zadyszki.

Najfajniejsze jest to,że nie mam już zakwasów po treningach- gdy ćwiczyłam sama często się to zdarzało.
Nie wychodzę z treningów totalnie wypompowana, jak cień bez życia- a pełna energii, motywacji, chęci, choć zmęczona nie jednokrotnie:)
Moje mięśnie nie są dobite, a czuję,że pięknie pracowały, że są mocniejsze.
Stawy nie są nadmiernie obciążone, kolana, biodra, kręgosłup przy takiej wadze nie raz dawał mi do wiwatu podczas ćwiczeń- trener tak układa mi ćwiczenia, tak dobiera pomoce, że robiłam np. przysiady z piłką i ścianą, gdzie uda bolały aż wyć sie chciało a kolana i biodra niemal w spoczynku :)
Brzuszki na stojąco to była niezła jazda- kręgosłup odpoczywał, mięśnie pracowały przepięknie!

Uczę się, że ćwiczenia to nie oklepane standardowe czynności a ruch celowy w odpowiednim zakresie odpowiedniego mięśnia z odpowiednim natężeniem i obciążeniem

Sama w życiu nie doszłabym do tej wiedzy i stanu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz