wtorek, 15 lipca 2014

Dzień 2

Mój trener zwykł powiadać że trzeba robić wszystko to co w danej chwili i danych warunkach możemy zrobić.
Dziś zrobiłam, a jakże!! Dumna z siebie jestem :D Przy takich warunkach zrobiłam więcej niż myślałam, iż jestem w stanie.

Dziś okrutnie zmachana jestem:




Piątek- aeroby na szybko, pranie ( 4 pralki)  obiad dla mnie, dla dzieci i męża, usypianie dzieci ( 11-14 wkurw na maksa bo raz jedno wyje raz drugie bo coś tam znów), popołudniu zakupy z dwójką maluchów ( 4 latek i 2,5 roczniak okrutnie ruchliwe bestie i chcące we wszystkim pomagać do tego wsio "siame"- 3 sklepy- i wszystko jasne)potem pieczenie 2 tortów z maluchami
( w sumie 3 bo córa też chciała pomóc i jeden nasączała sama- fusami od herbaty której nie dopiła babcia :/) Powrót do domu o 21-22 ze zmeczdenia nie pamietam, potem jazda z usypianiem:/ Chyba im kupię melisę... i sobie też.

Sobota - cały dzień ostre sprzątanie, gotowanie, pieczenie, pranie w miedzy czasie tak zwanym, potem popołudniu syna urodziny- cały dom gości dzieci i dorośli, tylko wyszli, przyjechał brat z nową dziewczyną i do późnej nocy Soplica i spółka+ oczywiście jak zwykle noc ciężka z płaczami dziecięcymi przemęczonymi nadmiarem wrażeń. Efekt sen około 4 godzin w nocy.

Niedziela- znów goście- tym razem rodzinka, grill, tort i spółka więc kupa przygotowań, sprzątania, biegania. Tym razem Starszak w nocy gdzieś biegać chciał, chyba potwór go gonił- sen 5 godzin w odcinkach ( uuuuha ale się wyspałam, jeszcze mąż rano zbudził perfidnie, cóż też swoje prawa ma.....)

Poniedziałek rano aeroby, potem goście- dzieci osiedlowe i przyjaciele :)Potem gotowanie, sprzątanie, pranie usypianie południowe ( ostra jazda z młodszą, bo do późna spać jej siostra pozwoliła gdy byłam na aerobach a staszak zmęczony był w efekcie on się wyspał, a gdy ona zasnęła koledzy z podrówka wpadli i zbudzili spać nie dali- gotowanie znów przedszkole na podwórku ( czyt. skorom nauczycielka to dzieci "kocham i wiecznie pod opieką chcę mieć"i cięęęęęężżżżżka noc:( Córeczka tak przemęczona,że w dzień 3 godziny z nią walczyłam by usnęła, padła ale na 30 minut ( a potrzebuje minimum 2 - 3 godzin by w dzień się zregenerować)do tego obiadu nie miałam kiedy ugotować, dobrze, ze szaszłyk z dnia poprzedniego był, a ryżu 2 paczki ugotowały się w między czasie( dzięki temu dziś szybszy obiad był). Wieczorem córa tak zmęczona była, że wyła niemiłosiernie:( w sumie 3 godziny snu w nocy miałam i rano......

Poniedziałek po 6 pobudka, gotowanie śniadania dla mnie i męża, dla dzieci jedzonko na całe przedpołudnie przygotować trzeba było, szykowanie ubrań i ostry trening + aeroby

Trening idealny- pot płynął rzeką, przemiłe zmęczenie, ale myślałam,że ducha wyzionę potem na bieżni :/ Na szczęście mój trener ostro motywuje, ale też dostosowuje trening do mej wydolności.

Znów zaskoczenie treningowe- trener mój tak coś zawsze wymyśli by nie obciążyć stawów wagą dobitych a ćwiczenie odpowiednie zrobić. Oto miałam przysiady po których kolana nie bolały, ale uda  pupa a jakże :D:D O brzuszkach w staniu z hantelką nie wspomnę- cud malinka, mięsień pracuje, kręgosłup odpoczywa. Taka magia trenera mego :D:D


Przedpołudnie idealne- pełny relaksik w poradni dietetycznej, chwila bez dzieci w cudownym towarzystwie- analiza składu ciała, pomiary, modyfikacja dietki :)
Kocham wizyty w poradni, zawsze na duchu podtrzymają dadzą motywację do działania.

Tylko cóż załamka mała, że tak strasznie przytyłam przez ostatnie miesiące gdy zarzuciłam dietę i ćwiczenia:( Tak ładnie od października szło, tak fajnie chudłam, ale pracoholizm niestety nie popłaca- zaniedbałam najważniejsze i mam za swoje:(

Ale i małe pocieszenie, iż widać, że ćwiczę, bo masa mięśniowa się rozbudowuje i talię powoli widać. I Policzki mi się powoli "zapadają" buzia nabiera wyglądu mniej pączkowego :D Dzięki KOCHANI!!!!!

Jak się odważę zamieszczę może kiedyś wydruk analizy...na razie zbyt się wstydzę mego stanu:(
Dziś wieczorem obiecują wrzucić zdjęcie jak moja otyłość teraz wygląda:(
Ale z nadzieją, ze już niedługo będzie mnie zdecydowanie mniej!!! I będzie taka piękna metamorfoza- od robaka do motylka :D:D:D

Kochani, motywacje mam co raz większą- to ta część najbardziej kulejąca, więc nad tym najbardziej pracuję.

Dietkowo znakomicie, lecz dopiero mamy południe:) Wieczorkiem dopiszę spowiedź szczegółową.

Tortu już brak- mąż grzecznie wieczorkiem me myśli przeczytał i zjadł pod moją nieobecność wsio co zalegało w lodówce co by mnie widokiem pochłaniania nie dręczyć- a mogłam przyjaciołom jeszcze kawałek wlepić na odchodne w poniedziałek:P:P
Oj czasem najpierw zrobię, potem pomyślę:/ a raczej czasem nie pomyśle w porę :(

Maluchy wreszcie zasnęły więc i ja w kimonko lecę łapię chwilę odpoczynku póki mogę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz