czwartek, 17 lipca 2014

Dzień 4


Rano trening i aeroby- zrobione:D

Dietka leci jakoś, zmądrzam się, bo gotuję rodzince porcje na 2 dni bym nie musiała codziennie na pokusy się narażać, choć na sam widom i zapach koktajlu owocowego z serkiem moich dzieci mało co się nie posikałam :/
Najgorzej gdy mąż w nocy coś zaczyna podjadać, a mnie aż coś w środku skręca:(
Ale cel jasny, wytrzymać muszę.
Grunt,że czekolady mi już do łóżka nie przynosi- zjada ją schowany w szafce kuchennej:P:P

Dietkowy dzień- zaliczony:)

 Na myśl o jutrzejszym bądź sobotnim wyjeździe nad morze aż mnie ciarki przechodzą:/ Tyle pokus będzie i bez siłowni:(
Trening boski, choć chwilami myślałam,ze zwymiotuję z wysiłku, ale wiem,ze to moje ciało tak się broni z lenistwa, ale tak naprawdę właśnie tego potrzebuję i dziękuję w duchu po każdej ostrej serii trenerowi,że mi nie odpuszcza, nakręca tempo, motywuje.

Jakimś cudem wycisnęłam na bieżni 5,5 przez 70 minut- ostatnie minuty wrzuciłam 5,8 a ostatnia minutka nawet dałam radę 6:)


Ale dziś podczas rozgrzewki zauważyłam jak mi brzuszek spadać zaczął:)

Wreszcie mogłam przez chwilę choć spojrzeć na swe odbicie podczas ćwiczeń bez totalnego obrzydzenia. Ale dalej nie lubię przy lustrze ćwiczyć :( Dobija mnie totalnie ilość tłuszczyku który się uwidacznia podczas każdego ruchu:( Cóż poradzić, jak powinnam wzrokiem mięśnie i zakres ruchu korygować, no nie mogę jeszcze, może za 10- 20 kg będzie lepiej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz